Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starania o dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starania o dziecko. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

Bezsenność

Znów nie mogę spać... Weszłam tutaj i zdziwiłam się jak długo mnie nie było.
Od jakiegoś czasu staramy się o dziecko. Miałam nadzieję, że się uda. Tak po prostu, z pomocą lekarstw, miesiąc albo dwa i będę w ciąży. Moje marzenia jak zwykle były płonne. Wczoraj znów się dowiedziałam, że nic z tego. Mam coraz mniej siły żeby próbować. Coraz mniej siły żeby czekać, liczyć...
Pokonuję własne bariery i ograniczenia, ale zaraz potem pojawiają się nowe. Miesiąc temu sama podałam sobie zastrzyk z pregnylu. Ja, która od zawsze boi się igieł, odwraca wzrok na widok strzykawki i probówki z własną krwią... Po wszystkim zemdlałam, chociaż miałam nadzieję, że tak się nie stanie. Trochę boję się to powtórzyć, więc później M. był moim bohaterem... Nie wiem czy potrafiłabym być po tej drugiej stronie igły. Dla mnie to jeszcze gorsze niż zrobienie zastrzyku sobie samej. Podziwiam go za to, że nigdy się nie poddaje.

środa, 23 marca 2016

Szczęście bez granic?

Niczym nieograniczone szczęście było moim udziałem przez bardzo krótką chwilę. Starania o dziecko przeciągały się w nieskończoność, a ja już chyba straciłam nadzieję... Z jednej strony czułam, że coś jest nie tak z moim organizmem, a z drugiej kolejni lekarze mówili mi żebym nie przesadzała, że jestem jeszcze młoda, że staramy się przecież dopiero pół roku, rok, półtora... Teraz żałuję, że po 3 miesiącach nie kłamałam, że to już rok. Może ktoś przestałby pieprzyć głupoty i w końcu zajął się mną, moim zdrowiem, cyklami po 60 dni... Ogromnymi zmianami nastrojów, nadmiernym owłosieniem, trądzikiem, na który nie pomagały żadne maści ani antybiotyki... Może ktoś zrobiłby mi komplet podstawowych badań hormonalnych tak jak mają być zrobione - w odpowiednim dniu cyklu i z wzajemnym porównaniem odpowiednich wartości.
Może wtedy nie straciłabym niemal 3 lat na starania o dziecko, które właściwie nie miało szansy się pojawić bez medycznego wspomagania. To, że Okruszek w ogóle pojawił się w moim życiu było chyba cudem... Tylko jakimś cudem ułomnym, bez happy endu i dziecka w ramionach, za to z ogromną pustką w głowie i sercu. Cudem, który skutkował moim załamaniem i objawami zespołu stresu pourazowego. Kompletnym zawaleniem się mojego świata, mojego życia, moich marzeń i nadziei...
Już nigdy nie będę tak szczęśliwa jak wtedy, gdy na teście zobaczyłam dwie kreski... Już nigdy nie będę tak się uśmiechać, jak wtedy, gdy mówiłam M., że będziemy mieli dziecko... Już nigdy nie będę patrzeć w przyszłość z taki optymizmem, jaki był moim udziałem rok temu.... Już nigdy...